Mały pierścień rowerowy - Murowana Goślina
Środa, 15 sierpnia 2012 | dodano:15.08.2012Kategoria Większe wypady
Dzisiaj korzystając z dnia wolnego wybraliśmy się w planowaną od jakiegoś czasu wyprawę. Plan był następujący: wstać wcześnie, spakować się, zapakować rowery na dach auta, zatankować samochód i jazda na Murowaną. Niestety jak to w życiu często bywa nie wszystko poszło zgodnie z planem. Wstaliśmy o 11, następnie godzinę się pakowaliśmy... Po skończonej ceremonii pakowania wszystkiego do auta, łącznie z rowerami ruszyliśmy w stronę Poznania. Po dotarciu na miejsce szybko znaleźliśmy miejsce parkingowe blisko początku trasy, zdjęliśmy rowery, zamontowaliśmy osprzęt i ruszyliśmy.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić dwóch Panów, którym pożyczyliśmy pompkę, ale niestety nie udało im się jej wykorzystać (prawdopodobnie zawór uszkodzony).
Po zakończonej akcji pomocy mogliśmy kontynuować jazdę.
Na monotonię na trasie nie mogliśmy narzekać, pod kołami mieliśmy chyba wszystko każdą nawierzchnię. Profil też nie był płaski jak stół. Z podjazdami dawaliśmy sobie radę poza ostatnim 3km przed końcem trasy gdzie po prostu nie mieliśmy już energii na to, więc jednak tam rowery wprowadziliśmy. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem oznakowania szlaku, nie dało się zabłądzić, jednak na wszelki wypadek miałem w kieszeni telefon z odpalonym Locusem i załadowaną trasą.
Na spadki energii też byliśmy przygotowani, w bidonie izotonik, a w plecaku dwa żele owocowe. Gdyby nie one to byśmy chyba umarli w połowie dystansu. To naprawdę działa!
Może niedługo zaatakujemy duży pierścień (ok. 50km)...
Przy okazji był to pierwszy test nowej przerzutki (Shimano Alivio RD-M430). Byłem zmuszony ją wymienić, bo mój Altus na górnym kółku nie był już w stanie utrzymać łańcucha i cały wózek latał na boki.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić dwóch Panów, którym pożyczyliśmy pompkę, ale niestety nie udało im się jej wykorzystać (prawdopodobnie zawór uszkodzony).
Po zakończonej akcji pomocy mogliśmy kontynuować jazdę.
Na monotonię na trasie nie mogliśmy narzekać, pod kołami mieliśmy chyba wszystko każdą nawierzchnię. Profil też nie był płaski jak stół. Z podjazdami dawaliśmy sobie radę poza ostatnim 3km przed końcem trasy gdzie po prostu nie mieliśmy już energii na to, więc jednak tam rowery wprowadziliśmy. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem oznakowania szlaku, nie dało się zabłądzić, jednak na wszelki wypadek miałem w kieszeni telefon z odpalonym Locusem i załadowaną trasą.
Na spadki energii też byliśmy przygotowani, w bidonie izotonik, a w plecaku dwa żele owocowe. Gdyby nie one to byśmy chyba umarli w połowie dystansu. To naprawdę działa!
Może niedługo zaatakujemy duży pierścień (ok. 50km)...
Przy okazji był to pierwszy test nowej przerzutki (Shimano Alivio RD-M430). Byłem zmuszony ją wymienić, bo mój Altus na górnym kółku nie był już w stanie utrzymać łańcucha i cały wózek latał na boki.
Dane wycieczki:
| Km: | 38.97 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:00 | km/h: | 12.99 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!




