Wpisy archiwalne w kategorii
Większe wypady
| Dystans całkowity: | 230.29 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 18:23 |
| Średnia prędkość: | 12.53 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 33.60 km/h |
| Liczba aktywności: | 8 |
| Średnio na aktywność: | 28.79 km i 2h 17m |
| Więcej statystyk | |
Pewnego sobotniego poranka do pracy
Sobota, 20 kwietnia 2013 | dodano:21.04.2013Kategoria Większe wypady
Pojadę sobie do pracy rowerem. A co!
Dane wycieczki:
| Km: | 8.25 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:25 | km/h: | 19.80 |
| Pr. maks.: | 33.60 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Krossik | ||
Praca-Malta (3 laps)-Owinska-Pociag-Dom
Sobota, 20 kwietnia 2013 | dodano:21.04.2013Kategoria Większe wypady
Było fajnie, ale pod koniec już zaczynałem odczuwać posiadanie kolan...Następnym razem może do domu dojadę ;)
Dane wycieczki:
| Km: | 41.15 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:38 | km/h: | 15.63 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Krossik | ||
Spalona-Bystrzyca Kł.-Spalona
Wtorek, 28 sierpnia 2012 | dodano:29.08.2012Kategoria Większe wypady
Na wstępie chciałbym dodać, że schronisko, które wybraliśmy na bazę noclegową znajduje się 811m n.p.m., więc generalnie do domu zawsze jest pod górę.
Ze schroniska wystartowaliśmy zaraz po śniadaniu, aby nie tracić czasu. 10km zjazd na dół, prawie zero pedałowania, istna sielanka. Tym sposobem dotarliśmy do Bystrzycy Kłodzkiej. Tam trochę pobłądziliśmy, pozwiedzaliśmy. Kawka, lody i wracamy. Na drogę powrotną wybraliśmy sobie szlak dookoła góry, na której stoi schronisko. Było to dobre posunięcie, bo nachylenie nie było duże, można było pedałować bez zadyszki.
Przy okazji napotkaliśmy coś takiego (prawa strona zdjęcia):

oraz całkiem fajny mini-wodospad:

To co nas naprawdę zaskoczyło to wrażenie, że już tu kiedyś byliśmy. Okazało się, że przeczucie nas nie myliło i trafiliśmy na pensjonat, w którym miało miejsce wesele kuzynki.

Mogę Was zapewnić, że widoki z tarasu są naprawdę rewelacyjne, a to dzięki lokalizacji na górce.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i ostatnie 4km musieliśmy znowu pchać rowery, bo nachylenie terenu przed samym schroniskiem było naprawdę duże.
Wycieczka zaliczona do udanych.
Ze schroniska wystartowaliśmy zaraz po śniadaniu, aby nie tracić czasu. 10km zjazd na dół, prawie zero pedałowania, istna sielanka. Tym sposobem dotarliśmy do Bystrzycy Kłodzkiej. Tam trochę pobłądziliśmy, pozwiedzaliśmy. Kawka, lody i wracamy. Na drogę powrotną wybraliśmy sobie szlak dookoła góry, na której stoi schronisko. Było to dobre posunięcie, bo nachylenie nie było duże, można było pedałować bez zadyszki.
Przy okazji napotkaliśmy coś takiego (prawa strona zdjęcia):
oraz całkiem fajny mini-wodospad:
To co nas naprawdę zaskoczyło to wrażenie, że już tu kiedyś byliśmy. Okazało się, że przeczucie nas nie myliło i trafiliśmy na pensjonat, w którym miało miejsce wesele kuzynki.
Mogę Was zapewnić, że widoki z tarasu są naprawdę rewelacyjne, a to dzięki lokalizacji na górce.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i ostatnie 4km musieliśmy znowu pchać rowery, bo nachylenie terenu przed samym schroniskiem było naprawdę duże.
Wycieczka zaliczona do udanych.
Dane wycieczki:
| Km: | 32.64 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:08 | km/h: | 10.42 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Ślęża
Poniedziałek, 27 sierpnia 2012 | dodano:29.08.2012Kategoria Większe wypady
Ta wyprawa to była jedna wielka pomyłka...W tym miejscu biję się w kask, że nie zadzwoniłem do Grzesia i nie zapytałem o tą górę. A było to tak:
Atak nastąpił żółtym szlakiem od strony przełęczy Tąpadła. Jak się później okazało ten szlak na całej długości pokryty jest luźnymi kamieniami wielkości pięści. Dla nas niemożliwe do pokonania na rowerach, ale pieszo nie powinno być problemu. Cała trasa na górę to było pchanie rowerów...
Wejście na górę zajęło nam rawie godzinę co rewelacyjnym wynikiem nie jest, ale ważne, że się nie zraziliśmy i dotarliśmy.

Na szczycie obiecana przez napotkanego turystę kawa i Mars na regenerację sił.
No dobra, pojedlimy, popili to teraz trzeba zejść, ale na pewno nie tą samą drogą. Wybór padł na szlak niebieski, który okazał się strzałem w kolano... Wyglądało to mniej więcej tak:



Nic śmiesznego. Zdecydowana większość trasy to było noszenie rowerów po półkach skalnych...Skakaliśmy z radości gdy dotarliśmy z powrotem na żółty szlak i do parkingu.
Fajnie, że dotarliśmy na szczyt, ale następny raz jednak pojedziemy czarnym na około.
Atak nastąpił żółtym szlakiem od strony przełęczy Tąpadła. Jak się później okazało ten szlak na całej długości pokryty jest luźnymi kamieniami wielkości pięści. Dla nas niemożliwe do pokonania na rowerach, ale pieszo nie powinno być problemu. Cała trasa na górę to było pchanie rowerów...
Wejście na górę zajęło nam rawie godzinę co rewelacyjnym wynikiem nie jest, ale ważne, że się nie zraziliśmy i dotarliśmy.
Na szczycie obiecana przez napotkanego turystę kawa i Mars na regenerację sił.
No dobra, pojedlimy, popili to teraz trzeba zejść, ale na pewno nie tą samą drogą. Wybór padł na szlak niebieski, który okazał się strzałem w kolano... Wyglądało to mniej więcej tak:
Nic śmiesznego. Zdecydowana większość trasy to było noszenie rowerów po półkach skalnych...Skakaliśmy z radości gdy dotarliśmy z powrotem na żółty szlak i do parkingu.
Fajnie, że dotarliśmy na szczyt, ale następny raz jednak pojedziemy czarnym na około.
Dane wycieczki:
| Km: | 7.45 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:44 | km/h: | 4.30 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Okolice Ząbkowic Śląskich
Niedziela, 26 sierpnia 2012 | dodano:29.08.2012Kategoria Większe wypady
Nadszedł upragniony urlop i nasza wyprawa w Sudety. Pierwszym przystankiem były Ząbkowice Śląskie, a jako iż mam tam rodzinę to postanowiliśmy się zatrzymać na wieczornego grilla, przenocować i rano wyruszyć na zwiedzanie okolicy. Jako nasz cel wybraliśmy Srebrną Górę. Na początku zabił nas podjazd pod pierwsze większe wzniesienie...Ach ta kondycja...Potem już było całkiem nieźle. Niewielkie podjazdy, ostre zjazdy i nagle...zgubiliśmy szlak. W tym momencie z powodu ostatniego stromego zjazdu Srebrna Góra poszła się gilać, a my obraliśmy nowy cel, Kamieniec Ząbkowicki.
Jechało się fajnie, były może ze dwa miejsca gdzie musieliśmy pchać rowery pod górę, bo stromizna nie pozwalała jechać, ale i tak jesteśmy zadowoleni.
Żeby nie wracać tą samą drogą wybraliśmy drogę inną:P Inna droga prowadziła przez miejscowość Stolec, w której jak mi się przypomniało mieszka kuzynka, u której zregenerowaliśmy energię, wypiliśmy kawkę i pojechaliśmy dalej. Większość dalszej trasy to zjazdy, więc nic ciekawego.
Ogólnie jak na rozgrzewkę przed tym co miało nastąpić później to poszło całkiem nieźle.
Zdjęć brak, bo tak;)
Jechało się fajnie, były może ze dwa miejsca gdzie musieliśmy pchać rowery pod górę, bo stromizna nie pozwalała jechać, ale i tak jesteśmy zadowoleni.
Żeby nie wracać tą samą drogą wybraliśmy drogę inną:P Inna droga prowadziła przez miejscowość Stolec, w której jak mi się przypomniało mieszka kuzynka, u której zregenerowaliśmy energię, wypiliśmy kawkę i pojechaliśmy dalej. Większość dalszej trasy to zjazdy, więc nic ciekawego.
Ogólnie jak na rozgrzewkę przed tym co miało nastąpić później to poszło całkiem nieźle.
Zdjęć brak, bo tak;)
Dane wycieczki:
| Km: | 40.35 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:53 | km/h: | 13.99 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Mały pierścień rowerowy - Murowana Goślina
Środa, 15 sierpnia 2012 | dodano:15.08.2012Kategoria Większe wypady
Dzisiaj korzystając z dnia wolnego wybraliśmy się w planowaną od jakiegoś czasu wyprawę. Plan był następujący: wstać wcześnie, spakować się, zapakować rowery na dach auta, zatankować samochód i jazda na Murowaną. Niestety jak to w życiu często bywa nie wszystko poszło zgodnie z planem. Wstaliśmy o 11, następnie godzinę się pakowaliśmy... Po skończonej ceremonii pakowania wszystkiego do auta, łącznie z rowerami ruszyliśmy w stronę Poznania. Po dotarciu na miejsce szybko znaleźliśmy miejsce parkingowe blisko początku trasy, zdjęliśmy rowery, zamontowaliśmy osprzęt i ruszyliśmy.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić dwóch Panów, którym pożyczyliśmy pompkę, ale niestety nie udało im się jej wykorzystać (prawdopodobnie zawór uszkodzony).
Po zakończonej akcji pomocy mogliśmy kontynuować jazdę.
Na monotonię na trasie nie mogliśmy narzekać, pod kołami mieliśmy chyba wszystko każdą nawierzchnię. Profil też nie był płaski jak stół. Z podjazdami dawaliśmy sobie radę poza ostatnim 3km przed końcem trasy gdzie po prostu nie mieliśmy już energii na to, więc jednak tam rowery wprowadziliśmy. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem oznakowania szlaku, nie dało się zabłądzić, jednak na wszelki wypadek miałem w kieszeni telefon z odpalonym Locusem i załadowaną trasą.
Na spadki energii też byliśmy przygotowani, w bidonie izotonik, a w plecaku dwa żele owocowe. Gdyby nie one to byśmy chyba umarli w połowie dystansu. To naprawdę działa!
Może niedługo zaatakujemy duży pierścień (ok. 50km)...
Przy okazji był to pierwszy test nowej przerzutki (Shimano Alivio RD-M430). Byłem zmuszony ją wymienić, bo mój Altus na górnym kółku nie był już w stanie utrzymać łańcucha i cały wózek latał na boki.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić dwóch Panów, którym pożyczyliśmy pompkę, ale niestety nie udało im się jej wykorzystać (prawdopodobnie zawór uszkodzony).
Po zakończonej akcji pomocy mogliśmy kontynuować jazdę.
Na monotonię na trasie nie mogliśmy narzekać, pod kołami mieliśmy chyba wszystko każdą nawierzchnię. Profil też nie był płaski jak stół. Z podjazdami dawaliśmy sobie radę poza ostatnim 3km przed końcem trasy gdzie po prostu nie mieliśmy już energii na to, więc jednak tam rowery wprowadziliśmy. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem oznakowania szlaku, nie dało się zabłądzić, jednak na wszelki wypadek miałem w kieszeni telefon z odpalonym Locusem i załadowaną trasą.
Na spadki energii też byliśmy przygotowani, w bidonie izotonik, a w plecaku dwa żele owocowe. Gdyby nie one to byśmy chyba umarli w połowie dystansu. To naprawdę działa!
Może niedługo zaatakujemy duży pierścień (ok. 50km)...
Przy okazji był to pierwszy test nowej przerzutki (Shimano Alivio RD-M430). Byłem zmuszony ją wymienić, bo mój Altus na górnym kółku nie był już w stanie utrzymać łańcucha i cały wózek latał na boki.
Dane wycieczki:
| Km: | 38.97 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:00 | km/h: | 12.99 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Znowu Jarosławiec
Piątek, 10 sierpnia 2012 | dodano:12.08.2012Kategoria Większe wypady
Pogoda nad morzem zrobiła się trochę lepsza, więc znowu wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Tym razem pojechaliśmy w drugą stronę z zamiarem dotarcia do pobliskiego jeziora.
Na początku chciałbym pozdrowić ludzi odpowiedzialnych za oznakowanie szlaków rowerowych. Gdyby nie mapa w Locusie to byśmy chyba do Olsztyna zajechali, a nie pobliskiej wioski...
Pozdrowienia wysłane, więc do rzeczy.
Jechało się dość przyjemnie, drogi były niższej kategorii, więc samochód widzieliśmy raz na 10 minut. Gdy dotarliśmy blisko naszego celu zanotowaliśmy pewne rozbieżności: na mapie papierowej droga jest, na Locusie z mapą UMP drogi nie ma, a tak naprawdę jest "WSTĘP WZBRONIONY. TEREN WOJSKOWY"... Delikatnie mówiąc zbulwersowaliśmy się i zawróciliśmy do domu. Jak zwykle w drodze powrotnej dopadł nas prześladujący od początku pech. Najpierw zgubiliśmy szlak (pozdrawiam "znaczących"), ale jak zobaczyliśmy drogowskaz "Jarosławiec 8km" to stwierdziliśmy, że nie zginiemy:P
Potem zerwała się wichura i zaczął popadywać deszcz (standard...), ale co to dla nas komandosów. Oczywiście jak dotarliśmy na kemping to zaczęło słoneczko grzać, 50* w cieniu...
Podsumowując cały wypad nad morze jestem lekko zdegustowany. Pogodę na plażę mieliśmy tylko 1 raz (słownie: jeden raz)... Wiatry i inne deszcze nie pozwalały nawet pojeździć na rowerze, a miałem ambitny plan zrobić trochę kilometrów, ale nie ma tego złego, 60km/tydzień to i tak lepiej niż w domu.
Następny wypad za 2 tygodnie w góry. Tam mam nadzieję zrobić trochę więcej kilometrów i przy okazji napstrykać trochę zdjęć, więc "Stay tuned!"
Na początku chciałbym pozdrowić ludzi odpowiedzialnych za oznakowanie szlaków rowerowych. Gdyby nie mapa w Locusie to byśmy chyba do Olsztyna zajechali, a nie pobliskiej wioski...
Pozdrowienia wysłane, więc do rzeczy.
Jechało się dość przyjemnie, drogi były niższej kategorii, więc samochód widzieliśmy raz na 10 minut. Gdy dotarliśmy blisko naszego celu zanotowaliśmy pewne rozbieżności: na mapie papierowej droga jest, na Locusie z mapą UMP drogi nie ma, a tak naprawdę jest "WSTĘP WZBRONIONY. TEREN WOJSKOWY"... Delikatnie mówiąc zbulwersowaliśmy się i zawróciliśmy do domu. Jak zwykle w drodze powrotnej dopadł nas prześladujący od początku pech. Najpierw zgubiliśmy szlak (pozdrawiam "znaczących"), ale jak zobaczyliśmy drogowskaz "Jarosławiec 8km" to stwierdziliśmy, że nie zginiemy:P
Potem zerwała się wichura i zaczął popadywać deszcz (standard...), ale co to dla nas komandosów. Oczywiście jak dotarliśmy na kemping to zaczęło słoneczko grzać, 50* w cieniu...
Podsumowując cały wypad nad morze jestem lekko zdegustowany. Pogodę na plażę mieliśmy tylko 1 raz (słownie: jeden raz)... Wiatry i inne deszcze nie pozwalały nawet pojeździć na rowerze, a miałem ambitny plan zrobić trochę kilometrów, ale nie ma tego złego, 60km/tydzień to i tak lepiej niż w domu.
Następny wypad za 2 tygodnie w góry. Tam mam nadzieję zrobić trochę więcej kilometrów i przy okazji napstrykać trochę zdjęć, więc "Stay tuned!"
Dane wycieczki:
| Km: | 27.55 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 15.03 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||
Zabrałem rower nad morze
Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 | dodano:06.08.2012Kategoria Większe wypady
No to jak już zabrałem ten rower nad morze to wypadałoby coś pokręcić. Zebraliśmy się więc z Karoliną i pojechaliśmy wzdłuż wybrzeża na wycieczkę do Darłówka. Trasa mocno terenowa z elementami dziurawych płyt betonowych i właśnie te płyty powodowały największą mękę podczas jazdy. Teoretycznie jechaliśmy szlakiem , ale w pewnym momencie zobaczyliśmy przed nami podjazd z piasku...Piasek na szlaku rowerowym? Chyba się komuś coś pomyliło, ale nic to tam, rzut okiem na mapę i pchamy rowery pod górę. Po drugiej stronie na szczęście znowu płyty. Dotarliśmy do Darłówka! Jako że pora obiadowa to poszliśmy na naleśniki. Były dobre, ale dodatek os był zbędny... Mieliśmy w planie jeszcze pochodzić po miasteczku, ale niebo zrobiło się dziwnie ciemne... Chyba połczenie ja+rower wywołuje deszcz... No to wiatrówki na plecy i wracamy żeby zdążyć przed ulewą. Zaprawdę powiadam Wam, jazda po jedzeniu to zabójstwo... Przez pierwszych kilka kilometrów było ciężko, ale po chwili energia wróciła. Generalnie jeśli jakaś burza była to udało nam się uciec przed nią. Złapało nas tylko kilka lekkich opadów, ale od razu wysychało i nie było śladu. Wycieczka udana aczkolwiek nie planowana, mieliśmy tylko pojeździć po okolicy.
Zdjęć brak, bo nie pomyślałem żeby coś robić. Obiecuję, że następnym razem się postaram.
Wpis z telefonu, więc za błędy przepraszam.
Zdjęć brak, bo nie pomyślałem żeby coś robić. Obiecuję, że następnym razem się postaram.
Wpis z telefonu, więc za błędy przepraszam.
Dane wycieczki:
| Km: | 33.93 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:45 | km/h: | 12.34 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | HRmax: | (%) | HRavg | (%) | |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Rower: | Niebieski pędziwiatr | ||




